Każda wyspa ma swojego rozbitka, ale nie każdy rozbitek wypisuje na plaży SOS i buduje tratwę.
Chodź, opowiem ci o osobach, które na własne życzenie poszły w ślady Robinsona Crusoe i wybrały dość „pustelnicze” życie w sąsiedztwie Krety.
Rozbitkowie z wyspy Gavdos
Wszyscy miłośnicy Krety dobrze znają wielgachne krzesło znajdujące się na skalistym wybrzeżu wyspy Gavdos. Symbol najbardziej wysuniętego na południe krańca Europy. Ale czy ktoś zastanawiał się, kto to krzesło zmontował i jakie kryje znaczenie?
Gavdos nie jest wyspą bezludną – w 2011 roku oficjalnie zarejestrowano tu 152 mieszkańców, z czego jedynie 50-ciu całorocznych. Mimo to, pewni rozbitkowie żyją na niej tak, jakby była odcięta od świata. Historia tej wyspy sięga czasów piratów, ale dziś to miejsce przyciąga inny rodzaj uciekinierów – ludzi szukających alternatywnego życia.
Wszyscy miłośnicy Krety dobrze znają wielgachne krzesło znajdujące się na skalistym wybrzeżu wyspy Gavdos. Symbol najbardziej wysuniętego na południe krańca Europy. Ale czy ktoś zastanawiał się, kto to krzesło zmontował i jakie kryje znaczenie?
Gavdos nie jest wyspą bezludną – w 2011 roku oficjalnie zarejestrowano tu 152 mieszkańców, z czego jedynie 50-ciu całorocznych. Mimo to, pewni rozbitkowie żyją na niej tak, jakby była odcięta od świata. Historia tej wyspy sięga czasów piratów, ale dziś to miejsce przyciąga inny rodzaj uciekinierów – ludzi szukających alternatywnego życia.
Nieśmiertelni
Dziesięć lat później grupa „nieśmiertelnych” liczyła już trzydzieści osób. Szukali miejsca odosobnienia, gdzie mogliby swobodnie realizować swoją ideologię. W latach 90., podczas wizyty na Krecie, natknęli się na Gavdos. Wyspa była idealna – odludna, dzika, otoczona czystą naturą. Z pomocą popa z Gavdos, który sprzedał im ziemię, przenieśli się na stałe.
Andrei Drozdov i sześciu naukowców założyli tam szkołę ezoteryczną. Własnoręcznie zbudowali osadę, uprawiali ogrody, konstruowali wynalazki – stworzyli m.in. urządzenie do przekształcania wilgoci w wodę pitną. Wśród nich znalazł się także Polak, Marek, który miał budowlane wykształcenie i pomógł przy budowie głównego budynku.
Dziesięć lat później grupa „nieśmiertelnych” liczyła już trzydzieści osób. Szukali miejsca odosobnienia, gdzie mogliby swobodnie realizować swoją ideologię. W latach 90., podczas wizyty na Krecie, natknęli się na Gavdos. Wyspa była idealna – odludna, dzika, otoczona czystą naturą. Z pomocą popa z Gavdos, który sprzedał im ziemię, przenieśli się na stałe.
Andrei Drozdov i sześciu naukowców założyli tam szkołę ezoteryczną. Własnoręcznie zbudowali osadę, uprawiali ogrody, konstruowali wynalazki – stworzyli m.in. urządzenie do przekształcania wilgoci w wodę pitną. Wśród nich znalazł się także Polak, Marek, który miał budowlane wykształcenie i pomógł przy budowie głównego budynku.
Teorie spiskowe
Ich obecność wzbudziła kontrowersje. Miejscowi zaczęli snuć teorie – czy to tajni agenci? Sekta? Szpiedzy? Dlaczego ich pobyt w Grecji nie wymagał tych samych dokumentów, co dla innych cudzoziemców?
Dziennikarze zainteresowali się grupą, ale mimo licznych wywiadów niewiele się o nich dowiedziano. Jedni mówią, że budują podwodny tunel do Libii (co wyśmiała Rachel, była nauczycielka z Zurychu, która dołączyła do ich społeczności). Inni twierdzą, że zielono mieniąca się piramida to coś więcej niż zwykły podgrzewacz wody.
Ich obecność wzbudziła kontrowersje. Miejscowi zaczęli snuć teorie – czy to tajni agenci? Sekta? Szpiedzy? Dlaczego ich pobyt w Grecji nie wymagał tych samych dokumentów, co dla innych cudzoziemców?
Dziennikarze zainteresowali się grupą, ale mimo licznych wywiadów niewiele się o nich dowiedziano. Jedni mówią, że budują podwodny tunel do Libii (co wyśmiała Rachel, była nauczycielka z Zurychu, która dołączyła do ich społeczności). Inni twierdzą, że zielono mieniąca się piramida to coś więcej niż zwykły podgrzewacz wody.
Herezja
Obecnie społeczność liczy 20 członków i posiada trzy siedziby – na Gavdos, na wyspie Margarita w Wenezueli i w lesie pod Moskwą. Członkowie migrują między nimi, a na Gavdos zostało czterech z nich. Nadal wierzą w swoje idee, a ich długie dni kończą się często toastem z raki (bo przecież Drozdov swoje objawienia miał po wódce).
Na pamiątkę ich obecności Gavdos ma dziś nieukończone sanktuarium Apolla i fotogeniczne, gigantyczne krzesło na przylądku Tripiti.
Obecnie społeczność liczy 20 członków i posiada trzy siedziby – na Gavdos, na wyspie Margarita w Wenezueli i w lesie pod Moskwą. Członkowie migrują między nimi, a na Gavdos zostało czterech z nich. Nadal wierzą w swoje idee, a ich długie dni kończą się często toastem z raki (bo przecież Drozdov swoje objawienia miał po wódce).
Na pamiątkę ich obecności Gavdos ma dziś nieukończone sanktuarium Apolla i fotogeniczne, gigantyczne krzesło na przylądku Tripiti.
Cykl „Rozbitkowie” ciąg dalszy:
Przewodniki turystyczne zgodnie głoszą, że wyspa Chrissi jest niezamieszkała. To nieprawda.
Chrissi, znana również jako Gaidouronisi (Wyspa Osłów), to malownicza, płaska wysepka z białymi piaskami, turkusową wodą i cedrowym lasem. Oficjalnie nikt tam nie mieszka, ale Poniro jest wyjątkiem. Niko opowiada, że kiedyś było tu więcej ludzi – rybaków, pasterzy, a nawet handlarzy soli, ale wszyscy odeszli, a on został. Latem wyspa zamienia się w raj dla turystów, ale zimą Nikolaos jest tam zupełnie sam, zdany tylko na siebie i swojego psa.
Poznaj historię samotnika z wyboru – Nikolaosa Wasilakisa, znanego jako Poniro (czyli Przebiegły). Niko twierdzi, że jego spiżarnia jest pełna, grill działa, a życie na wyspie to luksus. Mówi, że jego niepozorna kanciapa to nie tylko dom, ale i tawerna, gdzie kiedyś bywała nawet matka jego dziecka. Ostatecznie ich syn dorasta w Holandii, ale Poniro wybrał inną drogę…
Niko, w przeciwieństwie do ezoteryków z Gavdos, nie filozofuje o nieśmiertelności ani nie próbuje zmieniać świata. Jego życie to prosta egzystencja – łowi ryby, gotuje, naprawia swoją chatkę i cieszy się spokojem. Nie ma prądu, nie ma bieżącej wody, ale jak sam mówi: „Jeśli ktoś chce się nauczyć żyć naprawdę, to nie potrzebuje niczego więcej.”
Mimo że Chrissi oficjalnie należy do obszarów chronionych i biwakowanie jest tam zabronione, Poniro znalazł sposób, by pozostać. Mówi się, że to ostatni mieszkaniec wyspy, strażnik jej dzikiego piękna.
Co roku podejmowane są próby „eksmitowania” go z Chrissi, jednak lokalna społeczność Ierapetry broni go jak tylko może, podkreślając, że Poniro nie szkodzi wyspie, a wręcz przeciwnie – dba o nią i jej ekosystem.
Przez lata Nikolaos Wasilakis stał się częścią krajobrazu Chrissi niczym stare cedry i wyrzucone przez morze drewno. Jego historia to opowieść o odrzuceniu cywilizacji i wyborze prostoty, choć on sam twierdzi, że to nie ucieczka, a świadoma decyzja.
Poniro żyje z tego, co daje mu morze i nieliczni turyści, którzy zaglądają na wyspę poza sezonem. Zna każdy zakątek Chrissi, wie, gdzie znaleźć słodką wodę, w których miejscach wiatr najmniej daje się we znaki, i jak schować się przed słońcem w letnie upały. Choć jego kanciapa wygląda jak prowizorka, w rzeczywistości to miejsce pełne historii, skarbów wyłowionych z morza i pamiątek po dawnych mieszkańcach wyspy.
Niektórzy mówią, że Poniro jest ostatnim stróżem Chrissi, strażnikiem jej sekretów. Sam uśmiecha się na takie określenia i mówi, że po prostu żyje tak, jak chce. Przez lata miał okazję wrócić do świata, ale nie zrobił tego – wolał samotność pośród szumu fal i zapachu cedrów. Czasem zjawiają się dawni znajomi, czasem turyści z butelką raki w plecaku. Jednak wieczorami, gdy na wyspie zostaje sam, spogląda w stronę Krety i być może zastanawia się, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby wybrał inaczej.
Czy zostanie tu na zawsze? Tego nie wie nikt, nawet on sam. Ale dopóki Chrissi pozostaje jego domem, Poniro żyje według własnych zasad – jak prawdziwy rozbitek z wyboru.
Przewodniki turystyczne zgodnie głoszą, że wyspa Chrissi jest niezamieszkała. To nieprawda.
Chrissi, znana również jako Gaidouronisi (Wyspa Osłów), to malownicza, płaska wysepka z białymi piaskami, turkusową wodą i cedrowym lasem. Oficjalnie nikt tam nie mieszka, ale Poniro jest wyjątkiem. Niko opowiada, że kiedyś było tu więcej ludzi – rybaków, pasterzy, a nawet handlarzy soli, ale wszyscy odeszli, a on został. Latem wyspa zamienia się w raj dla turystów, ale zimą Nikolaos jest tam zupełnie sam, zdany tylko na siebie i swojego psa.
Poznaj historię samotnika z wyboru – Nikolaosa Wasilakisa, znanego jako Poniro (czyli Przebiegły). Niko twierdzi, że jego spiżarnia jest pełna, grill działa, a życie na wyspie to luksus. Mówi, że jego niepozorna kanciapa to nie tylko dom, ale i tawerna, gdzie kiedyś bywała nawet matka jego dziecka. Ostatecznie ich syn dorasta w Holandii, ale Poniro wybrał inną drogę…
Niko, w przeciwieństwie do ezoteryków z Gavdos, nie filozofuje o nieśmiertelności ani nie próbuje zmieniać świata. Jego życie to prosta egzystencja – łowi ryby, gotuje, naprawia swoją chatkę i cieszy się spokojem. Nie ma prądu, nie ma bieżącej wody, ale jak sam mówi: „Jeśli ktoś chce się nauczyć żyć naprawdę, to nie potrzebuje niczego więcej.”
Mimo że Chrissi oficjalnie należy do obszarów chronionych i biwakowanie jest tam zabronione, Poniro znalazł sposób, by pozostać. Mówi się, że to ostatni mieszkaniec wyspy, strażnik jej dzikiego piękna.
Co roku podejmowane są próby „eksmitowania” go z Chrissi, jednak lokalna społeczność Ierapetry broni go jak tylko może, podkreślając, że Poniro nie szkodzi wyspie, a wręcz przeciwnie – dba o nią i jej ekosystem.
Przez lata Nikolaos Wasilakis stał się częścią krajobrazu Chrissi niczym stare cedry i wyrzucone przez morze drewno. Jego historia to opowieść o odrzuceniu cywilizacji i wyborze prostoty, choć on sam twierdzi, że to nie ucieczka, a świadoma decyzja.
Poniro żyje z tego, co daje mu morze i nieliczni turyści, którzy zaglądają na wyspę poza sezonem. Zna każdy zakątek Chrissi, wie, gdzie znaleźć słodką wodę, w których miejscach wiatr najmniej daje się we znaki, i jak schować się przed słońcem w letnie upały. Choć jego kanciapa wygląda jak prowizorka, w rzeczywistości to miejsce pełne historii, skarbów wyłowionych z morza i pamiątek po dawnych mieszkańcach wyspy.
Niektórzy mówią, że Poniro jest ostatnim stróżem Chrissi, strażnikiem jej sekretów. Sam uśmiecha się na takie określenia i mówi, że po prostu żyje tak, jak chce. Przez lata miał okazję wrócić do świata, ale nie zrobił tego – wolał samotność pośród szumu fal i zapachu cedrów. Czasem zjawiają się dawni znajomi, czasem turyści z butelką raki w plecaku. Jednak wieczorami, gdy na wyspie zostaje sam, spogląda w stronę Krety i być może zastanawia się, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby wybrał inaczej.
Czy zostanie tu na zawsze? Tego nie wie nikt, nawet on sam. Ale dopóki Chrissi pozostaje jego domem, Poniro żyje według własnych zasad – jak prawdziwy rozbitek z wyboru.
Cykl „Rozbitkowie” ciąg dalszy: aktualizacja
Powracamy na Chrissi – wyspę, która, choć formalnie nie jest bezludna, stanowi enklawę wolną od codziennego stresu i presji zorganizowanego społeczeństwa. W 2014 roku, jeszcze przed śmiercią Nikolaosa Wasilakisa, znanego jako Poniro (patrz część II cyklu o rozbitkach), na wyspie mieszkało na stałe siedem osób. Trzy z nich spędziły tam dziesięciolecia, prowadząc życie samotników w stylu Robinsona Crusoe.
Jedną z tych niezwykłych postaci był Michalis Pelekanakis (Μιχάλης Πελεκανάκης), znany jako Kaikas (Καϊκάς). Unikał kontaktu z cywilizacją, a jego jedynymi stałymi towarzyszami były papieros i małe radio. Jego obozowisko, choć nielegalne, stanowiło punkt orientacyjny na wyspie – według jego lokalizacji określano kierunki. Michalis zmarł w 2015 roku w wieku 57 lat.
Dzisiaj na Chrissi pozostał już tylko jeden rozbitek.
Powracamy na Chrissi – wyspę, która, choć formalnie nie jest bezludna, stanowi enklawę wolną od codziennego stresu i presji zorganizowanego społeczeństwa. W 2014 roku, jeszcze przed śmiercią Nikolaosa Wasilakisa, znanego jako Poniro (patrz część II cyklu o rozbitkach), na wyspie mieszkało na stałe siedem osób. Trzy z nich spędziły tam dziesięciolecia, prowadząc życie samotników w stylu Robinsona Crusoe.
Jedną z tych niezwykłych postaci był Michalis Pelekanakis (Μιχάλης Πελεκανάκης), znany jako Kaikas (Καϊκάς). Unikał kontaktu z cywilizacją, a jego jedynymi stałymi towarzyszami były papieros i małe radio. Jego obozowisko, choć nielegalne, stanowiło punkt orientacyjny na wyspie – według jego lokalizacji określano kierunki. Michalis zmarł w 2015 roku w wieku 57 lat.
Dzisiaj na Chrissi pozostał już tylko jeden rozbitek.
Cykl „Rozbitkowie” część IV: Ostatni mieszkaniec Chrissi
Ten ostatni mieszkaniec Chrissi dorobił się legendy, kreowanej przez greckie media. W pewnym sensie stał się dla wyspy tym, czym słynny pelikan Petros dla Mykonos. Jego wygląd – obwieszony ozdobami z muszli, pór i drewna, w stylowych okularach przeciwsłonecznych – idealnie wpisał się w medialny obraz rozbitka.
Przebywający w swoim „szałasie” od 2001 roku Manolis, dawny operator platformy wiertniczej, pojawił się w artykule portalu espressonews.gr z 2014 roku pod nazwiskiem Liapakis (Λιαπάκης), a już w 2016 roku w materiale wideo zrealizowanym przez star.gr figurował jako Giatrakos (Γιατράκος). Jednak żadnego z tych nazwisk podobno nie używa. Na wyspie i poza nią wszyscy znają go jako Mougrisa (Μουγκρής) – przydomek pochodzący od gatunku węgorza (Conger conger), ponieważ podobno zawsze potrafi się wyślizgnąć z kłopotów.
Pytany o rodzinę, twierdzi, że ma żonę, pięcioro dzieci i siedmioro wnucząt, a także zapewne nieznane sobie potomstwo rozproszone po świecie. Twierdzi, że mieszka na Chrissi nielegalnie, ale zgodnie z „prawami natury”, a jego obecność rzekomo pomaga wyspie, zamiast szkodzić. Gdy władze wezwały go do opuszczenia wyspy, zagroził samobójstwem.
Jest jednak coś w tej postaci, co budzi moje wątpliwości. Mam nieodparte wrażenie, że mówi to, co ludzie chcą usłyszeć. Jak analfabeta może być fanem powieści „Robinsona Crusoe” Daniela Defoe? Jak może nawiązywać do „Podróży” Nikosa Kazantzakisa? Najbardziej irytuje mnie jednak jego samozwańczy status „the only officially registered resident of Chrissi Island”, bo co najwyżej figuruje w rejestrze zapisanym patykiem na piasku.
Zobacz wideo z Manolisem
Ten ostatni mieszkaniec Chrissi dorobił się legendy, kreowanej przez greckie media. W pewnym sensie stał się dla wyspy tym, czym słynny pelikan Petros dla Mykonos. Jego wygląd – obwieszony ozdobami z muszli, pór i drewna, w stylowych okularach przeciwsłonecznych – idealnie wpisał się w medialny obraz rozbitka.
Przebywający w swoim „szałasie” od 2001 roku Manolis, dawny operator platformy wiertniczej, pojawił się w artykule portalu espressonews.gr z 2014 roku pod nazwiskiem Liapakis (Λιαπάκης), a już w 2016 roku w materiale wideo zrealizowanym przez star.gr figurował jako Giatrakos (Γιατράκος). Jednak żadnego z tych nazwisk podobno nie używa. Na wyspie i poza nią wszyscy znają go jako Mougrisa (Μουγκρής) – przydomek pochodzący od gatunku węgorza (Conger conger), ponieważ podobno zawsze potrafi się wyślizgnąć z kłopotów.
Pytany o rodzinę, twierdzi, że ma żonę, pięcioro dzieci i siedmioro wnucząt, a także zapewne nieznane sobie potomstwo rozproszone po świecie. Twierdzi, że mieszka na Chrissi nielegalnie, ale zgodnie z „prawami natury”, a jego obecność rzekomo pomaga wyspie, zamiast szkodzić. Gdy władze wezwały go do opuszczenia wyspy, zagroził samobójstwem.
Jest jednak coś w tej postaci, co budzi moje wątpliwości. Mam nieodparte wrażenie, że mówi to, co ludzie chcą usłyszeć. Jak analfabeta może być fanem powieści „Robinsona Crusoe” Daniela Defoe? Jak może nawiązywać do „Podróży” Nikosa Kazantzakisa? Najbardziej irytuje mnie jednak jego samozwańczy status „the only officially registered resident of Chrissi Island”, bo co najwyżej figuruje w rejestrze zapisanym patykiem na piasku.
Zobacz wideo z Manolisem
